Irmina Kaproń-Ollik: Nie będziemy drużyną do bicia

Skomentuj

Wywiad z Irminą Kaproń-Ollik, odpowiedzialną w Chojniczance za drużynę kobiet.

Czy spotyka się pani na co dzień ze stereotypami na temat kobiecej piłki nożnej? Jeśli tak, jak pani z nimi walczy?
Codziennie spotykam się z jakimiś trudnościami, walczę z nimi. Wolę jednak iść na trening, zrobić dobrze swoją pracę, skupić się na tym, co robię, a nie patrzeć na to, co inni mówią.

Od ogłoszenia powstania seniorskiej kobiecej drużyny Chojniczanki minął już miesiąc. Ma pani już jakieś wnioski?
Wnioski są takie, iż wiem, że dziewczyny potrafią kopać piłkę (śmiech). Cieszę się, że istnieje duże zainteresowanie tematem, bo w sumie zapisało się już trzydzieścioro dziewczyn. Wiadomo, że nie zawsze na treningu pojawiają się wszystkie, z różnych powodów – część na przykład chodzi jeszcze do szkoły i ma różne obowiązki z nią związane. Mimo tego staram się wpoić im, że regularne uczęszczanie na trening jest ważne.

Ukształtował się już jakiś kręgosłup drużyny, czy za wcześnie aby o tym mówić?
Mam 9-10 dziewczyn, które mają duży wkład do tego zespołu i wokół nich zamierzam budować szeroki skład. Wydaje mi się, że ta dziewiątka będzie takim właśnie „kręgosłupem” drużyny i myślę, że warte są one mojego zaufania, tylko teraz dużo zależy od nich – muszą chodzić na treningi, ciężko pracować, a przede wszystkim dawać przykład młodszym koleżankom – bo te dziewczyny, o których teraz mówię, są trochę starsze i bardziej doświadczone niż reszta zespołu. Część z nich przyszła też z Red Devils i z nimi się znam, grałam przez prawie 10 lat w jednej drużynie, w dużej mierze dlatego też im ufam i mam nadzieję, że na nich się nie zawiodę.

Planuje pani w najbliższym czasie jakieś sparingi?
W czwartek o 20:30 na treningu grałyśmy pierwszy sparing, z zespołem dziewczyn z Technikum nr 2 prowadzonym przez Macieja Kuczkowskiego. Był to nasz taki pierwszy sprawdzian przed prawdziwym egzaminem – turniejem w Koronowie, na który jedziemy w niedzielę. Moje chojniczanki pokonały dziewczyny z technikum 8-2. Planujemy też na wiosnę, kiedy będzie lepsza pogoda, rozgrywać sparingi z różnymi okolicznymi zespołami.

A propos turnieju w Koronowie, o którym pani przed chwilą wspomniała – jak on będzie wyglądał? Ile będzie drużyn?
Osiem drużyn – między innymi z Tucholi, Koronowa, gminy Koronowo czy Chełmży. Są to dla mnie nowe zespoły, nigdy wcześniej nie miałam z nimi do czynienia, bo te strony na południe od Chojnic są mi obce, mimo mojej niegdysiejszej gry w zespole z Tucholi. Więc dla mnie to też jest jakieś wyzwanie, tym bardziej, że, jak już wspomniałam, te drużyny najzwyczajniej w świecie są mi obce. Na te zawody biorę jedenastkę dziewczyn, które w mojej ocenie najbardziej zasłużyły swoją regularną obecnością i zaangażowaniem na treningach i wiem, że posiadają one odpowiednie umiejętności i ambicję aby osiągnąć w niedzielę dobry wynik. Chociaż nawet jeśli przegramy wszystkie mecze, to potraktujemy te doświadczenie jako motywację do dalszej pracy, a wnioski, które wyciągniemy z naszych błędów, również przyczynią się do rozwoju naszej drużyny. Musimy się cały czas uczyć.

Pracuje pani sama czy jest ktoś, kto pani pomaga, wspiera?
Jako trener pracuję sama, aczkolwiek mam duże wsparcie w zarządzie, czy w Tomku Orłowskim, który prowadzi młodszą grupę dziewczyn również bardzo mi pomaga. Stara się być na każdym treningu, jakoś mi w nim pomóc, przyprowadza też ze sobą swoją córkę. Wspieramy się nawzajem, bo przecież gramy w jednym teamie. A to wsparcie jest mi potrzebne, bo dla mnie ta cała sytuacja to jest zupełnie coś nowego – zostałam trenerem, ale wciąż się jeszcze doszkalam, ciągle gram jeszcze w innym zespole (GKS Żukowo – przyp. red.), a samo trenowanie to w moim życiu całkowicie nowa rzecz. Mam nadzieję, że uda mi się opanować tę sztukę i do tego dążę.

Wspomniała pani w niedawnej rozmowie w Weekend FM, że grała pani 9 lat w Red Devils, a od 2 lat w żukowskim GKS-ie. Czy zdobyte w ten sposób doświadczenie ma duże oddziaływanie na pani pracę jako trener?
Bardzo duże. Red Devils nauczyło siły, dążenia do doskonałości i do spełnienia własnych marzeń. Red Devils w jakiś sposób ukształtowało też mój charakter, moje cele życiowe, bo po tylu latach gry wiem, że chcę dla dziewczyn promować piłkę. Można to ująć w taki sposób, że Red Devils w tym celu otworzyło mi furtkę, a Chojniczanka otwiera przede mną bramę. Też to otwarcie bramy jest dla mnie spełnieniem marzeń, bo już kiedyś myślałam o trenowaniu, lecz się sądziłam, że stanie się to tak nagle. Wracając do pytania, będąc kiedyś graczem, napotykałam na swojej drodze różnych trenerów. Od wszystkich nauczyłam się czegoś nowego, od każdego czerpię jakąś wiedzę. Teraz chciałabym tę wiedzę zebrać w całość i być dzięki temu dobrym trenerem.

Kiedy piłka nożna przestała być dla pani zwykłym hobby, dodatkowym zajęciem?
Jak zaczęłam grać 10 lat temu w Red Devils, bo tyle minie w lutym, to już chyba wtedy piłka była dla mnie czymś więcej. Dla mnie było to swego rodzaju uzależnienie – trzeba iść na trening, trzeba zrobić coś dla siebie. Z biegiem lat różne sytuacje życiowe oddziaływały na mnie tak, że chciałam grać w piłkę, potrzebowałam tego. Po prostu kocham to robić i wydaje mi się, że robię to dobrze, więc nie było też oporów, aby poświęcić się temu sportowi.

Nie będzie pani teraz trudno „wytrzymać” na ławce jako trener?
Właśnie w czwartek miałam taki problem – dziewczyny grały sparing z Technikum nr 2, o którym wcześniej mówiłam i pierwszy raz stałam za linią i nie mogłam wejść na boisko… Boję się tego. Boję się niedzieli, tego sprawdzianu, tego, że nie będę mogła wyjść, pomóc dziewczynom na boisku. W sumie mogłabym to uczynić, jako grający trener, ale nie chcę. Wolę skupić się na pracy trenerskiej, w to bardziej się zaangażować, zdobywać w tym kierunku doświadczenie. Ten niedzielny turniej na pewno będzie takim doświadczeniem, w dodatku bardzo ciekawym i emocjonującym.

Jako że gra pani w III lidze już od jakiegoś czasu, pojawił się u pani pewnie jakiś pogląd na te rozgrywki. Może pani opowiedzieć co nieco o najbliższych rywalach prowadzonego przez panią zespołu?
Myślę, że poziom ligi jest wyrównany. Są oczywiście zespoły lepsze i gorsze, jak w każdych rozgrywkach, ale wydaje mi się, że moja wiedza na temat tych drużyn przełoży się na rezultaty w lidze. Mam już jakiś plan, taktykę, która jakoś gnieździ mi się w głowie. Oczywiście nie da się ułożyć jednej, uniwersalnej strategii – wszystko trzeba dopasowywać pod przeciwnika, ale mam nadzieję, że dogłębna analiza taktyki konkurentów mi w tym pomoże.

Jaki styl gry pani preferuje? Bardziej defensywny czy ofensywny? Woli pani zostawić swoim zawodniczkom trochę swobody na boisku czy może zamierza pani wprowadzić bardziej rygorystyczne założenia taktyczne?
Kiedyś piłka nożna była dla mnie zabawą. Teraz myślę, że jest moim zawodem. W szczególności teraz, gdy jestem trenerem. Chciałabym, żeby dziewczyny też trochę bawiły się tą piłką, ale biorąc pod uwagę to, że mam grać w III Lidze, mamy to robić na poważnie, to chcę, aby dziewczyny w każdym meczu oddały całe swoje serce, aby w konsekwencji zdobywały punkty. Będę też dążyć do tego, aby w żadnym wypadku dziewczyny nie lekceważyły przeciwnika. Co do stylu gry, preferuję raczej grę do przodu niż do tyłu, i do tego będę namawiać moje zawodniczki. Chcę, żeby dziewczyny w każdym meczu zdobywały trzy punkty i aby na koniec sezonu dało nam to awans do II Ligi. To będzie taki nasz pierwszy cel.

Taki cel już w pierwszym sezonie?
Myślę, że tak. Na pewno nie będziemy ostatnią drużyną w tabeli, do bicia, tylko taką, która będzie konkurencyjna dla innych, grającą na wysokim poziomie.

Jakie są według pani główne różnice pomiędzy grą na hali, a grą na trawie?
Zacznijmy od tego że to są praktycznie dwa różne sporty. Podstawową różnicą dla mnie jest to, że na hali gram na środku i często zdobywam bramki, a gdy gram w Żukowie, na trawie, też jestem ustawiana na środku, ale pomocy, stąd moje zadania są nieco inne – przede wszystkim rozegranie, rzadziej strzelam. Poza tym w futsalu albo cała czwórka broni, albo cała czwórka atakuje – w piłce nożnej jest dużo większa przestrzeń, jest podział na formacje i zadania na boisku są bardziej wyszczególnione. Tempo gry w obu sportach jest trochę inne – w mojej ocenie piłka nożna jest nieco wolniejsza.

Skąd u pani pojawił się pomysł stworzenia żeńskiej drużyny Chojniczanki? Naprawdę był to taki spontaniczny impuls, przyszła pani do zarządu klubu, rzuciła temat i się rozwinęło?
Tak dokładnie było. Grałam w zeszłym roku przez 3 miesiące w Szwecji w futsal. 26 października, jak dokładnie pamiętam, na jeden z treningów założyłam bluzę Chojniczanki i zapaliła mi się taka lampka w głowie – dlaczego w Chojniczance nie ma III Ligi? Czemu ja muszę jeździć do Żukowa? Czemu nie mogę moich barw promować, a muszę reprezentować jakieś inne? Napisałam więc wiadomość do prezesa, a on odpowiedział mi krótko – „temat do obgadania; kiedy, gdzie i o której?”. Umówiliśmy się na spotkanie, było to spotkanie z całym zarządem i po godzinie rozmów już wiedzieli że jestem bardzo nakręcona na piłkę, znam się na niej i że chcę się w to przedsięwzięcie zaangażować. No i dzięki temu jestem teraz tu, gdzie jestem. Bardzo się cieszę, że sprawa zaszła tak daleko i myślę, że dzięki temu kobieca piłka w Chojnicach zyska na popularności. Muszę też dodać, że sama na tej sytuacji korzystam. Gram od 10 lat, nie wszyscy mnie jeszcze znali, a teraz, dzięki Chojniczance, mam mnóstwo propozycji gry w różnych zespołach.

Te propozycje to raczej z futsalowej czy piłkarskiej strony?
Z każdej możliwej. Ostatnio nawet otrzymałam powołanie do kadry beach soccera, jadę na zgrupowanie 3-4 marca. Jest to na razie wewnętrzne zgrupowanie, z szerokim naborem – 31 zawodniczek otrzymało takie powołanie, 12 z nich pojedzie na majową ligę mistrzów do Portugalii. Sądzę, że jest to dla mnie swego rodzaju wyróżnienie. Bardzo jest mi miło, że zostałam zauważona, a główną tego zasługą jest pewnie zdobyty z Red Devils brązowy medal Mistrzostw Polski w beach soccera, w których w półfinale przegrałyśmy z Grembachem Łódź, bardzo mocnym zespołem. Dostałyśmy tam takie baty, że szkoda gadać.

Czyli nie zawiesza pani kariery piłkarskiej na trenerską?
Nie ma opcji. To jest takie uzależnienie i nie da rady nie grać. Jutro (wywiad przeprowadzany był w piątek 19.01 – przyp. red.) na przykład jadę do Żukowa grać mecz. Chcę dalej grać, a tam gdzie się pojawię, chcę robić reklamę dla Chojniczanki, promować tą kobiecą część piłki i wydaje mi się, że o to tu w tym wszystkim chodzi. Przykładowo – Tomek Orłowski, o którym wcześniej opowiadałam, prowadzi drużynę małych dziewczynek i mówi, że może kiedyś u mnie zagrają. Dla mnie jest to bardzo fajne, pokazuje to że historia tworzy się na naszych oczach, a przy okazji dzieciaki realizują swoją pasję.

Rozmowę przeprowadził Filip Gierszewski
fot. Michał Sagrol

Biuro Prasowe MKS „Chojniczanka 1930” SA

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Sponsorzy Platynowi

Sponsorzy Złoci

Sponsorzy Srebrni

Sponsorzy Brązowi

Patroni Medialni

Sponsorzy Techniczni

Oficjalna Woda

Sponsorzy Rozgrywek