Jarosław Wróblewski o lekkoatletycznej sekcji Chojniczanki

16.02.2018 (aktualizacja 21.02.2018)r.

Wywiad z Jarosławem Wróblewskim o lekkoatletycznej sekcji Chojniczanki.

Mamy obecnie początek 2018 roku, ale zanim do niego przejdziemy, porozmawiajmy o 2017. Co działo się w zeszłym roku w sekcji lekkoatletycznej? Czy był to udany rok?

Względnie udany. Przede wszystkim warto zacząć od sukcesów naszych zawodników na Mistrzostwach Polski w poszczególnych kategoriach wiekowych – od seniorów, czyli srebrny medal Damiana Rudnika w biegu na 3000m na hali, poprzez przełaje – VI miejsce Dominiki Grzelak w Młodzieżowych Mistrzostwach Polski na 10 000m. Z dobrej strony nasi juniorzy zaprezentowali się na Mistrzostwach Polski w Toruniu oraz na Ogólnopolskiej Olimpiadzie Młodzieży w Warszawie. Do tego doszły przyzwoite występy młodzików pod koniec sezonu, na przełomie sierpnia i września – od Mistrzostw Makroregionu po MP w Białej Podlaskiej.

Wszystkie wyniki i zawody, w których brali udział nasi zawodnicy; sprawozdanie dostarczone później przez trenera Wróblewskiego

Powiedział pan, że istnieją takie rozgrywki jak Mistrzostwa Polski i Ogólnopolska Olimpiada Młodzieży. Czym te zawody się od siebie różnią?

Finansowaniem. Mistrzostwa Polski organizowane i finansowane są przez PZL, zaś OOM jest całkowicie dofinansowywany ze środków Ministerstwa Sportu – uczestnicy „Olimpiady” nie ponoszą żadnych kosztów związanych z udziałem. Dodam, że OOM to nazwa ogólnie przyjęta, bo można równie dobrze te zawody określić jako Mistrzostwa Polski Juniorów Młodszych.

Jakie plany przewidziane są na rok 2018? W jakich mityngach/zawodach uczestniczyć będą sportowcy Chojniczanki?

Za dwa tygodnie mamy Mistrzostwa Polski Juniorów i Juniorów Młodszych w Toruniu, tam kilka osób od nas będzie startować, chociaż nie ukrywam, że lista uczestników jest jeszcze otwarta – główna ekipa na te zawody jeszcze się, że tak to ujmę, nie wykrystalizowała. Na ten czas mogę powiedzieć, że będzie tam biegał nasz junior Bartek Krauze (800m), na pewno trzy osoby będą startować na 3000m – to będą Grzelka Jakub, Breszka Dawid i Krenski Mateusz. A jeżeli chodzi o pozostałe starty (juniorów młodszych) to naszymi reprezentantami na pewno będą Placinta Wiktor (60m ppł.) i Filipiak Miłosz (600m). A co do pozostałych osób, to jeszcze zobaczymy.

Później przyjdzie czas na przełaje. Mistrzostwa Polski w tej dyscyplinie odbędą się w Żaganiu – tam też planujemy wystartować. Zobaczymy jak nasi zawodnicy tam się spiszą, zamierzamy wystawić 6-7 osobowy skład. Po przełajach czeka nas już sezon otwarty, czyli: maj, czerwiec, lipiec, sierpień, wrzesień – starty na stadionie. Tam będą mityngi kwalifikacyjne do Mistrzostw Polski w poszczególnych kategoriach wiekowych. No i myślę, że kilku osobom z tych mityngów uda się ostatecznie wystartować w MP. Kwalifikacja do tych zawodów to najważniejszy cel w tym momencie.

Drużyna lekkoatletyczna prowadzona przez trenera Jarosława Wróblewskiego

Co pan sądzi o infrastrukturze potrzebnej do treningu lekkiej atletyki w Chojnicach? Czy jest coś, co według pana wymaga usprawnienia?

Nie, generalnie wszystko jest na miejscu. Jedynie latem skomplikowała się sytuacja z laskiem miejskim, gdzie odbywaliśmy wytrzymałościowe treningi. Mieliśmy tam wytyczone fajne pętle po 2 kilometry, 1500 metrów… Teraz nie można tam wchodzić, więc musimy przeprowadzać treningi zastępcze gdzieś indziej, może biegać troszeczkę więcej po ulicy. W lasku było jednak podłoże naturalne, sprzyjało to treningom przełajowym. No, ale musimy sobie radzić, akurat stan lasku miejskiego nie jest uzależniony od nas.

Jeżeli chodzi o całą infrastrukturę tutaj na stadionie, to wszystko, czego potrzebujemy do treningów, do nauki naszych zawodników, jest na miejscu. Mamy bardzo dobre warunki sanitarne – szatnie, łazienki itp., co oczywiście pomaga, więc nic tylko zakasać rękawy i brać się do roboty, żeby wyniki były jeszcze lepsze.

Teraz jeszcze na stadionie mają miejsce prace remontowe – jak widać (rozmawialiśmy na sali konferencyjnej w siedzibie klubu – przyp. red.) tworzone jest zadaszenie pozostałych trybun, to też jest z korzyścią dla imprez, które my organizujemy, a tych mityngów trzy czy cztery do roku ma właśnie u nas miejsce. Też wtedy jest lepiej, gdy trybuna jest kryta – podnosi to trochę prestiż tych zawodów, a doliczając do tego nasze warunki sanitarne, o których już wspomniałem, można uznać, że rozgrywki odbywające się na naszym stadionie stoją na naprawdę wysokim poziomie organizacyjnym.

A jakie imprezy lekkoatletyczne są u nas organizowane?

Drugi rzut ligi młodzików (czerwiec), w lipcu Mityng Gwiazd Lekkiej Atletyki Pomorskiej – szczególnie chodzi nam tutaj o start najlepszych zawodników kategorii młodzieżowych; później mamy mityng pod koniec sierpnia – odbywa się on po wojewódzkim obozie młodzików.

Jak ocenia pan „kondycję” lekkiej atletyki w Chojnicach?

Trochę trudno jest mi oceniać moją własną pracę, bo oprócz Chojniczanki, nikt tą dziedziną w naszej okolicy zawodowo się nie zajmuje. Jest sporo osób, które biegają amatorsko dla siebie, co jest bardzo fajne i bardzo się z tego cieszę. Często są to też osoby, które kiedyś trenowałem – czy to z bloku sprinterskiego, czy wytrzymałościowego, czy nawet moi byli uczniowie z Ogólniaka i widzę, że wciąż są aktywni w tym co kiedyś uprawiali, a widok ten oczywiście sprawia mi radość.

To jeśli chodzi o jakieś moje obserwacje, a jeśli chodzi o drużynę, to mogę powiedzieć, że w zeszłym roku oscylowaliśmy pomiędzy 5-6 miejscem w województwie. Wcześniejszy rok – 2016 – był nieco lepszy, bo zdobyliśmy więcej punktów w całej tej rywalizacji młodzieżowej, około 104. Poprzedni rok to około 50 punktów, a to dlatego, że nasi reprezentanci, którzy regularnie gromadzili punkty nie mogli występować na turniejach rangi Mistrzowskiej z powodu kontuzji…  Razem dodaliby od siebie 60 punktów, co w rezultacie dałoby w sumie ponad 110 całej drużyny, gdyby zdrowie dopisało. Może wyglądałoby to wtedy nieco lepiej, ja jednak jestem zadowolony z tego, ile punktów zdobywają nasi zawodnicy z kategorii Junior Młodszy, co daje nadzieję na jeszcze lepsze wyniki, poprawy swoich rekordów lub może nawet zdobywanie medali w przyszłości. To bardzo ważne, że taki „zaciąg” młodzików w wieku gimnazjalnym – mówimy tu o rocznikach 2002, -03, -04 – jest, i jak już wspomniałem, są to mocni zawodnicy, którzy w przyszłości mogą powalczyć o wysokie cele.

A jak to wygląda według pana ogólnie, w Polsce?

Na stałym poziomie są u nas oczywiście rzuty. Polska rzutami stoi, regularnie zdobywamy w rzutach medale czy to ME, czy to MŚ, czy Igrzysk Olimpijskich. Troszkę gorzej jest ze sprintami indywidualnymi, lepiej za to idzie naszym reprezentantom w sztafecie, gdzie obijamy się o finałowe ósemki. W biegach średnich wygląda to przyzwoicie – w światowej czołówce mamy Kszczota na 800 czy Lewandowskiego na 1500m. Podobnie zresztą u kobiet – Jóźwik czy Cichocka na 800. W innych dyscyplinach trochę dołujemy, ale to już szerszy temat… Decydują o tym może predyspozycje, może potrzebne są zmiany w szkoleniu. Często też z różnych względów zawodnicy, którzy startują na dłuższych dystansach przenoszą się na ulicę, by w biegach ulicznych zarobić trochę pieniędzy i to zaburza nieco rytm treningowy, stabilność startową i przez to biegów dłuższych w Polsce praktycznie nie ma. Mówię tu o 3-, 5-, 10 tysiącach metrów.

Jak trudno jest wybić się w lekkiej atletyce?

To jest sport indywidualny, więc każdy musi liczyć na siebie. Nie ma tak, że kolega ci pomoże, czy coś takiego, musisz sam się doskonalić. U nas, w naszej grupie, trenujemy 5-6 razy w tygodniu, młodziki 4 razy w tygodniu, junior starszy 7 razy, pozostali jeszcze więcej, czyli wychodzą już nawet po dwa treningi dziennie. Na to wszystko składają się ćwiczenia na hali, siłownia, sprawność ogólna, dużo „rozbiegań”, dużo pracy specjalistycznej na stadionie, czy bieganie różnego rodzaju odcinków tempowych, więc można uznać, że trenowanie „lekkiej” to duże wyrzeczenie i potrzeba wiele pracy i samozaparcia, by osiągać swoje cele. Ważne jest, by być uczciwym wobec siebie – trening musi być w odpowiedniej ilości, odpowiednio wykonany. Oczywiście wszystko dopasowane jest pod predyspozycje danego zawodnika oraz konkurencję, w jakiej bierze udział. Warto przy tym wspomnieć, że ciężko o motywację dla zawodnika, gdy trenuje sam – a takie sytuacje się zdarzają. W sportach zespołowych jest jednak zgoła inna sytuacja – mamy trening w dużej grupie, występuje między graczami interakcja, wzajemna motywacja. To staramy się także wprowadzić u nas, w lekkiej atletyce – tworzyć małe grupki integrujące zawodników dla poprawy komfortu treningu. Niemniej jednak jest to sport indywidualny i dużo pracy wymagane jest od jednostki. To jest tego wszystkiego całe meritum – ciężka praca.

Teraz w ramach gdybania – kiedy możemy doczekać się chojnickiego olimpijczyka w lekkiej atletyce?

Bardzo fajne pytanie, bo, rzeczywiście, jeśli chodzi o olimpijczyków, to u nas, w Chojnicach, wygląda to tak sobie. Na pewno każdy trener, i taki, który prowadzi drużynę w sporcie zespołowym, i taki, który trenuje w sportach indywidualnych marzy o tym, by wychować olimpijczyka. Gdyby jednak spojrzeć na to chłodniejszym okiem, to naprawdę trudno określić, kiedy będzie miał miejsce debiut chojnickiego sportowca w lekkiej atletyce na Igrzyskach. Myślę, że duży krok w kierunku takiego obrotu spraw zrobił Damian Rudnik, który wykręcał bardzo dobre wyniki, lecz teraz mieliśmy taki okres po kontuzji, w którym nastąpił spadek jego dyspozycji. Przede wszystkim sama kontuzja spowodowała brak występów Damiana w ważnych imprezach zeszłego roku. Mam jednak nadzieję, że w tym roku zdrowie dopisze i chłopak pokaże się z dobrej strony. To jeśli chodzi o tą najbliższą przyszłość, 2020 rok, czyli IO w Tokio. Są też, jak wcześniej wspomniałem, mocne młodziki, ale co wyjdzie z ich pracy, to zobaczymy. Na pewno tego chcę, na pewno dołożę wszystkich starań, aby do tego startu chojnickiego olimpijczyka doszło, ale czy mi to się na 100% uda, tego niestety nie mogę obiecać.

Nie jest pan jednak „tylko” trenerem w Chojniczance – odpowiada pan też za przygotowanie fizyczne w Red Devils. Może nam pan coś więcej powiedzieć o pana pracy w futsalu?

Tak, na dzień dzisiejszy współpracuję w RD z trenerem Andrzejem Biangą, przygotowuję tam zawodników pod względem motorycznym czy sprawności ogólnej. Działamy też na innych frontach związanych z przygotowaniem futsalistów – koordynujemy całość drużyny pod względem prawidłowego odżywiania, dozwolonym wspomaganiem farmakologicznym, czyli odżywkami. Ogólnie odpowiadamy za kompleksowe fizyczne przygotowanie zawodników do meczu, żeby to  komponowało się z elementami taktycznymi i technicznymi samej gry.

W związku z tym chciałem właśnie spytać się o różnice między przygotowaniem fizycznym piłkarza a biegacza.

Dużo się różni. Największa różnica to zwrócenie uwagi na to, pod jakim kątem wykonywany jest trening – u piłkarzy w lidze co tydzień jest mecz, w lekkiej atletyce są nieco większe przerwy między startami, a na pewno teraz, w okresie przygotowawczym. I tu i tu jest nieco inna specyfika pracy z zawodnikami, ale oczywiście futsaliści, tak jak biegacze, również wychodzą na zewnętrzną, też biegają swoje, jakieś odcinki tempowe itp. To wszystko musi być dobrze skonstruowane w mikrocyklu treningowym. Niemniej jednak w tej pracy z piłkarzami typowo pod względem motorycznym nie ma tak dużo jak z biegaczami, co jest raczej oczywiste. Jest to spowodowane tym, że w lekkiej atletyce skupia się właśnie na tych wszystkich cechach motorycznych, zaś w futsalu trzeba to jeszcze wtopić w grę. Są też różni piłkarze, np. z nieco gorszymi predyspozycjami fizycznymi i wtedy trzeba podejść do każdego zawodnika indywidualnie, chodzi tu głównie o dobór ćwiczeń. Wiadomo też, że w piłce halowej jest dużo interwałów, jest to gra dynamiczna, więc należy też pod tym względem trenować piłkarzy, aby ich organizmy były do tych sytuacji po prostu przyzwyczajone. 2-3 minuty intensywnej gry, potem zmiana i kolejne 2-3 minuty, tym razem odpoczynku. W tak krótkim czasie zawodnik musi być na tyle zregenerowany, aby na następny interwał wyszedł w pełni gotowy. I na to głównie zwracamy uwagę.

Chciałbym teraz wrócić do lekkiej atletyki i spytać się o okres przygotowawczy, który aktualnie trwa w tej dyscyplinie – podobnie jak w piłce nożnej. Nad czym głównie skupiają się lekkoatleci w swoim treningu, oprócz wspominanej przez pana sprawności ogólnej, podczas takiego okresu przygotowawczego?

Jest to zależne od konkurencji, jaką dany zawodnik uprawia. Jeżeli chodzi o sprinty, to taki lekkoatleta spędza trochę więcej czasu na siłowni, również na hali, ma za to mniej zajęć na zewnętrznej, mniej długich „rozbiegań” w stosunku do zawodników startujących w biegach nieco dłuższych. „Wytrzymałościowcy” muszą za to jakieś swoje kilometry codziennie, że tak powiem, wybiegać, w zależności od charakteru ich treningu. Poza tym mają dwa razy w tygodniu treningi na hali, w których skupiamy się na ich sprawności ogólnej, dwa razy w tygodniu chodzimy na bieżnię, realizując bieg ciągły lub zabawę biegową, a raz w tygodniu biegacze ćwiczą na siłowni. Do tego oczywiście codzienne kilometry, o których już wspomniałem.

Mamy jeszcze kulomiota, którego trening wygląda zupełnie inaczej od innych. Teraz, zimą, dużo czasu spędza na hali, ćwicząc swoje rzuty, a do tego musi również kilka razy w tygodniu ćwiczyć na siłowni, bo jak wiemy, w pchnięciu kulą siła jest bardzo ważna, a siłownia idealnie pasuje do podnoszenia jej poziomu. Oczywiście nie obywa się bez małego „rozruchu” na bieżni, gdzie to raz czy dwa razy w tygodniu chłopak ten wychodzi i to swoje sprzężenie siły musi troszkę rozbiegać.

Na koniec, na małe rozluźnienie, mam dla pana jeszcze krótkie pytanie, można powiedzieć, że jakby dodatkowe. Na profilu trenera, na naszej stronie klubowej, w rubryce „zainteresowania” podał pan „motoryzacja”. Może pan nam coś o tym trochę więcej opowiedzieć?

Po prostu interesuję się tym tematem. Staram się być na bieżąco jeśli chodzi o tematy związane z motoryzacją.

A jest to związane z jakimiś sportami motorowymi?

Nie, nie ma to żadnego związku z żadnymi wyścigami, chodzi tu tylko o bieżące sprawy, które dzieją się w świecie motoryzacji – nowe samochody, nowe technologie w nich wprowadzane.

Rozmawiał Filip Gierszewski / Biuro Prasowe MKS „Chojniczanka 1930” SA