Grzegorz Kapica: Chojniczanka to wyjątkowy klub w moim życiu

Skomentuj

O nowym trenerze Ruchu, młodym chorzowskim zespole, jego obecnej sytuacji, jak również poglądzie na dzisiejszą Chojniczankę, porozmawialiśmy z byłym trenerem MKS-u, a obecnie dyrektorem sportowym Ruchu Chorzów, Grzegorzem Kapicą.

 Przed panem drugie spotkanie z Chojniczanką po drugiej stronie barykady…
(śmiech) Nie-e! Po drugiej stronie barykady byłbym, gdybym był trenerem. Jestem dyrektorem sportowym, więc nie można do końca w ten sposób tego określić…

W takim razie przyjmijmy, że przed panem drugie spotkanie z Chojniczanką „tak jakby” po drugiej stronie barykady. Jak pan podchodzi do takiego meczu?
Chojniczanka to wyjątkowy klub w moim życiu, więc nie mogę powiedzieć, że zwyczajnie. Nadzwyczajnie. Zupełnie inaczej odbieram taki mecz, występują inne emocje, jednym słowem – coś fantastycznego.

Od czasu pana pracy w naszym klubie nie doszło do żadnych rewolucyjnych zmian w zarządzie MKS-u. Jak dogaduje się pan z tymi, pozwoli pan że tak ich nazwę: „starymi znajomymi” z Chojnic?
To jest właśnie fantastyczne w tym miejscu. Przez tyle lat pracują w Chojniczance ci sami ludzie, którzy wiedzą co i jak robić i robią to z sukcesem. Dlatego też pod tym względem jest to wyjątkowe miejsce. Co do samego pytania – dogadujemy się bardzo dobrze. Mogę nawet śmiało powiedzieć, że jesteśmy z prezesem Klauzo przyjaciółmi. Mamy ze sobą stały kontakt, często rozmawiamy, wiem co dzieje się w klubie. Jest tak, jak to człowiek sobie wyobraża – kiedy gdzieś kończy się jakąś pracę, to kontakty z ludźmi, którzy są tam na miejscu, pozostają. Bardzo to cenię.

Obecnie jest pan dyrektorem sportowym, wcześniej był pan koordynatorem ds. młodzieży, a jeszcze wcześniej, jak wiadomo, pracował pan jako trener. Która z tych prac najbardziej panu odpowiada?
Zdecydowanie, mój zawód to trener i ta praca odpowiada mi najbardziej. To nie zmienia faktu, że i pozostałe z tych wymienionych funkcji sobie cenię. Natomiast pyta się mnie pan o hierarchię, więc w taki sposób ona wygląda.

Co więc odróżnia te inne funkcje od trenowania zawodników?
To są kompletnie inne prace, po prostu nie da się ich porównać z trenerką. Praca szkoleniowca jest wyjątkowa, jedyna i nie da się jej z niczym innym zestawić. Ta funkcja, którą obecnie piastuję, jest w klubie również bardzo ważna, ale nie ma ona żadnych wspólnych punktów łączących ją z trenowaniem.

Teraz w Ruchu wystąpiła niemała zmiana – chodzi mi o zatrudnienie pana Fornalaka na stanowisko trenera. Czy pan, jako dyrektor sportowy, opowiadał się za zatrudnieniem tego szkoleniowca w Ruchu?
Wszyscy w Chorzowie pracujemy w grupie, nie było żadnych indywidualnych decyzji. Sam temat zmiany trenera nie jest rzeczą prostą. Z mojej perspektywy jest to coś najgorszego, co może się stać. Trzeba komuś podziękować za pracę i przyjąć w to miejsce kogoś innego. Ale, odpowiadając banałem: tak to jest w tym zawodzie. Jeśli praca nie idzie w parze z wynikami, to członkowie zarządu szukają innych rozwiązań po to, aby coś ruszyło, coś w tej sytuacji zmienić. W naszym przypadku – cztery punkty w siedmiu spotkaniach – nie dawały gwarancji na to, że w perspektywie rundy pójdzie to w dobrym kierunku. Stąd zmiana trenera. Chociaż jeszcze raz to powiem – jest to bardzo bolesna decyzja.

Jak zapatruje się pan na współpracę z trenerem Fornalakiem?
Z Darkiem znamy się od 33 lat. Nie powiem, że z poprzednimi trenerami było źle, ale jedyna różnica jest w tym, że z nim znam się trochę dłużej. Jest chłopakiem stąd, byłym zawodnikiem, Mistrzem Polski, teraz trenerem. Skorzystał z naszej oferty, a my trzymamy kciuki za niego i za zespół, żeby wreszcie przyszły zwycięstwa, a za nimi punkty.

Jak z pana perspektywy wygląda obecna sytuacja Ruchu?
Jesteśmy w trudnym punkcie. Zostało jedenaście spotkań, cały czas jesteśmy na ostatnim miejscu w tabeli. To są fakty, a z faktami się nie dyskutuje. Nie mamy zamiaru nic wymyślać, po prostu czekamy na wyniki. Kwiecień będzie decydującym miesiącem w batalii o utrzymanie, dlatego że mamy w nim do rozegrania jeszcze pięć meczów (jeden już za nami). Bardzo głęboko wierzymy w to, że uda się w tej I lidze pozostać.

Mówił pan w jednym z wywiadów, że gdy Chojniczanka przyjeżdża na Śląsk, by rozegrać któryś mecz, to stara się pan na takim pojedynku pojawić. Dotrzymuje pan słowa?
Jeśli to jest możliwe, to tak. Niestety w Tychach, a wcześniej w Bielsku-Białej, nie udało mi się to ze względu na sprawy zawodowe. Za to w poprzednich latach, jeśli Chojniczanka przybywała na Śląsk, to zawsze starałem się jej mecz oglądać. Najbliższa okazja jutro.

Jak więc w pana ocenie wygląda dziś Chojniczanka?
Jest jednym z kandydatów do awansu. Kolejny już sezon jest w czubie tabeli i z całkiem przyzwoitymi perspektywami. Tylko od zawodników będzie zależało, czy uda się tę drugą szansę wykorzystać. W tamtym sezonie się nie powiodło, teraz wydaje się, że tego celu są nieco bliżej. Bardzo im kibicuję i trzymam kciuki, żeby się to udało, bo ci ludzie na to zasługują. Ci, którzy przychodzą na stadion, ci, którzy pracują w tym klubie, wszyscy ci, którzy budowali jakość tej Chojniczanki przez lata. A to jest szczególnie cenne. Rok po roku, cały czas z pomysłem. Trzeba to doceniać i trzeba się z tego cieszyć, że tak jest. Bez żadnych cudów, po prostu, normalnie. Normalna, codzienna praca.

Mam do pana ostatnie, aczkolwiek ważne pytanie. Wszyscy wiemy, że zdobył pan niegdyś tytuł króla strzelców Ekstraklasy. Łączy mi się to z innym faktem, a mianowicie z młodym składem obecnego Ruchu. Czy widzi pan wśród tych młodzieżowców, którzy są aktualnie wprowadzani do pierwszego zespołu, kogoś, kto może wejść na taki poziom?
Rozmawianie o kimś, kto ma 17 lat i jeszcze rysują się przed nim pewne perspektywy, jest zdecydowanie zbyt przedwczesne. Jest zbyt wiele znaków zapytania, rzeczy, które mogą zaskoczyć i pozytywnie i negatywnie. Dla mnie ważne jest to, że ci chłopcy tutaj są,  posiadają talent,  dostają szansę. Reszta zależeć będzie tylko od nich. Po pierwsze – od skali talentu. Po drugie – determinacji. Czy będą chcieli osiągnąć założone przez siebie cele, czy piłka będzie ich jedyną i największą pasją, którą będą chcieli realizować. Jeśli nie, to pewnie dla niektórych jest to dla mały epizod w życiu i zajmą się po nim czymś innym. Bardzo głęboko wierzymy w to, że ci ludzie, którzy należą do akademii, wychodzą z niej i dostają szansę gry w pierwszym zespole, będą potrafili tę szansę wykorzystać. A efekt? To już ocenimy po latach.

To prawda. Zawsze też miło widzieć, że również w Polsce stawia się na młodzież.
Tak. Tym bardziej jest ważne, aby ten młody zespół został w I lidze, żeby ci chłopcy dali sobie w tym trudnym momencie radę. To świadczyło by o tym, że potrafią wyjść z opresji.

Filip Gierszewski / Biuro Prasowe MKS „Chojniczanka 1930” SA
fot. archiwalne / Łukasz Sobala / PressFocus

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Sponsorzy Platynowi

Sponsorzy Złoci

Sponsorzy Srebrni

Patroni Medialni

Sponsorzy Brązowi