Dominik Jończy: Mam nadzieję, że dałem trenerowi pozytywny sygnał

1 Comment

W sobotę swój oficjalny debiut w Żółto-Biało-Czerwonych zaliczył środkowy obrońca Dominik Jończy, który rozegrał pełne 90 minut podczas wygranego meczu z Olimpią Grudziądz. 20-letni defensor podczas zimowej przerwy został wypożyczony do naszego klubu z Zagłębia Lubin.

Sobota przebiegła pod znakiem przełamania się MKS-u i twojego debiutu w pierwszej jedenastce. Czy z twojej perspektywy był to udany występ?
Najważniejszy w tym pojedynku był wynik. Chodziło nam o to, żeby przełamać złą passę dwóch porażek, dlatego do Grudziądza jechaliśmy tylko i wyłącznie po wygraną. Akurat udało mi się wskoczyć do składu na ten mecz, zagraliśmy też na zero z tyłu, także wydaje mi się, że było to pozytywne spotkanie. Wiadomo, pewne aspekty do poprawy są, ale na pewno będziemy nad nimi pracować.

Czy uważasz, że ten debiut zaprocentuje w taki sposób, że od teraz częściej będziesz brany pod uwagę przy wyborze składu przez trenera?
Myślę, że dałem trenerowi dobry sygnał, że może na mnie liczyć. W początkowych meczach nie grałem, ale było to po części związane z faktem, iż pojawiłem się w klubie dość późno; nie było mnie tu w okresie przygotowawczym. Musiałem cierpliwie czekać na swoją szansę, a kiedy taka się nadarzyła, moim zadaniem było ją po prostu wykorzystać. I tak jak powiedziałem – mam nadzieję, że dałem trenerowi pozytywny sygnał.

Za wami w tym miesiącu już pięć meczów, do rozegrania jeszcze dwa. Jak znosicie taki natłok spotkań?
Uważam, że jesteśmy dobrze przygotowani. Nie można powiedzieć, że te dwa spotkania, które ostatnio przegraliśmy, są wynikiem braku sił czy natłoku gier. Po prostu w którymś momencie zabrakło szczęścia, a pod kątem fizycznym na pewno nie odstawaliśmy. Pokazujemy, że w tym aspekcie jesteśmy dobrze przygotowani do rundy wiosennej. Zostały jeszcze dwa mecze, oba u siebie – w środę i w niedzielę. Chcemy je wygrać i zakończyć ten tak zwany „maraton” z przytupem.

W kwietniu nie szło wam do tej pory najlepiej, przed meczem z Grudziądzem zdołaliście zgromadzić jedynie dwa punkty na dwanaście możliwych… Co nie zadziałało we wcześniejszych czterech pojedynkach?
Wydaje mi się, że zabrakło skuteczności pod bramką rywali. Ja akurat nie grałem w tych meczach, ale patrzyłem na nie z boku i sama gra wyglądała dobrze, utrzymywaliśmy się piłce, dominowaliśmy praktycznie w każdym spotkaniu. Brakowało jednak tej kropki nad i, żeby zdobyć bramkę jako pierwsi i móc kontrolować dalszy przebieg meczu.

Teraz co nieco o naszym następnym rywalu. Twoje skojarzenia z częstochowskim zespołem?
Niestety, nie mam żadnych…

Jaka zatem atmosfera panuje w drużynie przed spotkaniem z Rakowem?
Bardzo dobra. Ostatnie zwycięstwo jeszcze bardziej ją utwierdziło i myślę, że teraz wejdziemy na taki „zwycięski szlak” i meczem z Rakowem utworzymy kolejną passę wygranych.

A jak ty sam możesz określić swoje relacje z kolegami z drużyny? Aklimatyzacja po przyjściu do MKS-u była trudna?
Zaaklimatyzowałem się dobrze. Chojnicka szatnia bardzo pozytywnie mnie przyjęła mimo tego, że pojawiłem się tu późno. Pracują tu naprawdę fajni ludzie i w mojej ocenie wszystko przebiega tu jak należy.

Za miesiąc kończysz 21 lat, wciąż więc zaliczasz się do wieku młodzieżowego. Czy ty sam czujesz się „młodzieżowcem”?
Nie, myślę, że nie… Przychodząc tu rozmawiałem o tym z trenerem Brede i wtedy on sam dał mi jasno do zrozumienia, że nie traktuje mnie jak młodzieżowca. Tak samo do tego podchodzę i ja – nie określam się jako młodzieżowiec, ale piłkarz z małym, ale jednak pewnym doświadczeniem.

Kiedy to uczucie młodzieżowca u ciebie zniknęło, no i kim teraz możesz się określić?
Kiedy zanikło… Może w momencie pierwszych spotkań w Ekstraklasie, powołań do kadry Polski – te wydarzenia zaczęły utwierdzać mnie w przekonaniu, że trzeba na dobre przestawić się na seniorską piłkę: piłkę doświadczenia, wyrachowania, a zarazem zerwać łatkę młodzieżowca. Wtedy dotarło do mnie, że muszę robić wszystko, aby nabierać jak najwięcej wspomnianego doświadczenia i wyrachowania.

Powiedziałeś o swoim debiucie w Ekstraklasie w 2017 r., wcześniej i później grałeś też w trzecioligowych rezerwach Zagłębia. Jak więc można nazwać obecny moment w twojej karierze?
Do Chojniczanki przyszedłem przede wszystkim dla dalszego rozwoju. Uważam, że trafiłem do bardzo dobrego klubu, mam teraz wokół siebie wielu świetnych zawodników, od których równie wiele mogę się nauczyć. Jest tu również sztab trenerski, który w ciekawy sposób prowadzi jednostki treningowe. Z pewnością nie jest tak, jak niektórzy mi mówią – że „przyjście tutaj jest krokiem w tył”, że „cofnąłem się do pierwszej ligi” – nie, twierdzę, że te miesiące w Chojnicach są krokiem do przodu. Nowe wyzwania, nowe cele, nowi ludzie dookoła, nowa chęć pokazania się przed innymi – tak właśnie traktuję ten ruch i myślę, a nawet jestem pewien, że wyjdzie mi on na plus.

Wspomniałeś wcześniej również o grze w reprezentacji U-20. Czym dla ciebie jest gra w drużynie narodowej?
Dla mnie jest to wielka sprawa. Nie ma nawet o czym mówić – każdy chłopak marzy o tym, by zagrać z orzełkiem na piersi. Nie ukrywam, że sam o tym śniłem, zawsze czekałem na powołanie i dzięki ciężkiej pracy wspartej cierpliwością się go doczekałem. Wydaje mi się, że nie zawiodłem wtedy selekcjonera, bo na jednym powołaniu się nie skończyło.

Pomimo tego, że w Lubinie grywałeś głównie w drugiej drużynie, oczywiście zasmakowałeś nieco ekstraklasowego poziomu… Czy już teraz, po dwóch miesiącach gry w Chojnicach masz jakieś swoje własne spostrzeżenia co do różnic pomiędzy najwyższą klasą rozgrywkową w Polsce, a jej zapleczem?
Pewne rozbieżności są. Wydaje mi się, że przede wszystkim w indywidualnościach. W Ekstraklasie dużo jest takich zawodników, szczególnie w topowych zespołach, typu Legia, Lech czy nawet u nas, w Zagłębiu. Są to piłkarze wyróżniający się, często reprezentują swoje kraje. Pod tym względem Ekstraklasa odróżnia się od I ligi, aczkolwiek nie chcę przez to powiedzieć, że w tych rozgrywkach nie ma dobrych zawodników. Jest sporo młodych, aspirujących do wielkiej piłki oraz doświadczonych, którzy wcześniej byli na topie i aktualnie występują na pierwszoligowym poziomie.

A jeśli chodzi o aspekt infrastrukturalny, czyli stadiony, obiekty treningowe itp.?
Wiadomo, nie ma co porównywać do, przykładowo, takiego klubu jak Zagłębie, z którego jestem tu wypożyczony. Jest tam dziewięć boisk do treningu, sztuczne murawy, internat dla dzieciaków przy budynku klubowym… Myślę jednak, że warunki tu, na miejscu, również są bardzo dobre. Nie ma co narzekać, patrzeć czy jest jedno, pięć czy siedem boisk, tylko po prostu trzeba trenować i robić wszystko, aby w przyszłości dostać się jeszcze wyżej.

Dziękuję ci bardzo i oczywiście powodzenia w środę.

Dzięki.

Filip Gierszewski / Biuro Prasowe MKS „Chojniczanka 1930” SA
fot. PressFocus

1 Komentarz do “Dominik Jończy: Mam nadzieję, że dałem trenerowi pozytywny sygnał

  • Brawo Dominik ! Dziwne że nasz trener tak długo czekał żeby chłopaka wystawić w pierwszym składzie. Jak ktoś ma zdrowe oczy i pojęcie choć trochę o piłce to odrazu widzi co chłopak potrafi i jaki ma jeszcze potencjał. Tylko się cieszyć ze trafił na wypożyczenie do nas i być może przy awansie zostanie. Powodzenia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Sponsorzy Platynowi

Sponsorzy Złoci

Sponsorzy Srebrni

Patroni Medialni

Sponsorzy Brązowi